Archiwa tagu: tomas transtromer

Szwedzkie domy na odludziu

Istnienie Tomasa Tranströmera odkryłam przedwczoraj. Odkryłam, że urodził się  w Sztokholmie. Że była już prawie wiosna roku 1931. Że grał na pianinie. Że miewał lęki. Że w 1990 roku przeszedł wylew i stracił mowę, ale wciąż tworzy. Że dostał literacką Nagrodę Nobla.

Wczoraj po raz pierwszy przeczytałam jego wiersze. I dałam się wciągnąć w pół straszny, pół piękny sen o białych bezkresach Szwecji, o życiu i śmierci, o podróży z miasta w nienazwaną przestrzeń, którą opisuje nie logika cywilizacji, a język natury.

Poezja Tranströmera  to dużo szarości, ale żadnej szarzyzny. Jego świat jest stonowany, harmonijny w swoim pozornym bezsensie. Mroczny, ale nie przerażający. Zbudowany z wielkich przestrzeni, które czasem kuszą tajemnicą, a czasem porażają pustką.

Poeta, wyraźną kreską formy na rozespanej hipnotyzującej materii treści, prowadzi nas przez sny o domu, podróży, cierpieniach, śmierci, przeszłości. A wszystko wśród płatków śniegu, świerczącego mrozu, w długie zimowe wieczory. Takie jakie w mojej wyobraźni bywają na dalekiej szwedzkiej północy.

Pojadę kiedyś do Szwecji i będę szukać tych domów, tego odludzia:

 

Szwedzkie domy na odludziu

 

Plątanina czarnych świerków

i dymiących promieni księżyca.

Tu zanurzona chałupa

jakby bez śladów życia.

 

Aż rosa poranna zaszemrze,

a starzec otworzy

okno drżącą ręką

i wypuści puchacza.

 

A gdzie indziej

nowy dom paruje

z motylem bielizny

co trzepoce zza węgła

 

w środku umierającego lasu,

gdzie próchnica w binoklach

z żywicy wczytuje się

w protokół korników.

 

Lnianowłose deszcze lata

lub samotna chmura burzowa

nad psem, co ujada.

Ziarno wierci się w ziemi.

 

Wzburzone głosy

twarze mkną po drutach telefonicznych

na karłowatych rączych skrzydłach

ponad milami moczarów.

 

Dom na rzecznej wyspie

wysiaduje swe fundamenty.

Nieustanny dym, palą tutaj

tajne dokumenty lasu.

 

Deszcz zawraca w niebie.

Światło się ślizga po rzece.

Chaty na skraju urwiska pilnują

białych wołów wodospadu.

 

Jesień z szajką szpaków,

która trzyma świt w szachu.

Ludzie ruszają się sztywno

w teatrze rozjarzonych lamp.

 

Pozwól im poczuć bez lęku

ukryte skrzydła

i energię Boga

ciasno zwiniętą w mroku.

 

 (tłum.  z j. szwedzkiego Magdalena Wasilewska-Chmura)