Archiwa tagu: czytniki

Kindle vs. Kobo

W moim rocznym obcowaniu z czytnikami miałam dłużej do czynienia z Kobo Touch i Kindle Classic. Zacznę od końca czyli od tego, że oba są bardzo dobre i służą wiernie. Na podstawie porównania tych dwóch książkowyświetlaczy można zdecydować czy preferuje się:

  • dotykowy czy niedotykowy
  • Kindle czy Kobo
  • śliski czy matowy

Czytnik, jaki jest niech każdy zobaczy. Poniżej prezentuję Kindle (staż: 1,5 roku) i Kobo (staż: 7 miesięcy). Dodać należy, że mój Kindle służył mi wytrwale, a ja nie żałowałam mu przygód i trudów życia. Przeżył plażę (kilka ziarenek piasku dostało się do obudowy, ale w niczym to nie wadzi), noszenie w torbie bez futerału, za to w towarzystwie szczotki do włosów i długopisów (za setnym razem coś go drasnęło i jest mała skaza na ekranie, już się przyzwyczaiłam i nawet jej nie widzę, ale wolałabym, żeby jej tam nie było), rzucanie, potrząsanie, przygniatanie i inne czynności, których stosowanie wobec czytników odradzam.

Kobo był trzymany w domu, trochę w plecaku z książkami, a potem w futerale. Ma kilka drobnych zarysowań z przodu.

Estetyka

Kindle jest bardziej odporny na wszelkie przeciwności losu i łatwiej go wyczyścić. Ale: tylko z przodu :) Tył jest bardzo ładny, jakby chromowany, ale jeśli bardziej się zabrudzi to jest ciężej wyczyścić (vide: tył mojego Kindla z odbitym wzorkiem od niewiadomo czego, być może w walizce został w coś wgnieciony?).

Czarny Kobo ma z przodu matową powierzchnię, na której łatwo zostawić ślady, szczególnie tłustych paluszków, więc jedzenie orzeszków przy czytaniu odpada. Ta powierzchnia jest dość delikatna, więc jak ktoś jest zdolny to może czymś ją zadrapać. Z tyłu jest śliski, więc trudno go czymkolwiek poważniej zabrudzić.  Pewnym rozwiązaniem jest Kobo z białym przodem, na którym nie tak łatwo zostawić swój ślad.

Przechodząc do tego, co najważniejsze czyli czytania, ale nadal na gruncie estetyki powiedzmy kilka słów o czcionce.

W Kindlu nie można zmienić rodzaju czcionki, można zmienić tylko jej wielkość.

W Kobo jest do wyboru kilka czcionek, a podstawowa jest bardziej elegancka niż ta w Kindlu.

Spójrzmy:

Ekran

Kindle w tej wersji nie ma dotykowego ekranu, Kobo tak. Konsekwencje tego faktu są następujące:

W Kindle strony przerzucamy przyciskiem, usytuowanym z boku, co jest bardzo wygodne (można trzymać zarówno w lewej, jak i prawej ręce, bo przyciski są po obu stronach)

W Kobo dotykamy ekranu po prawej (następna strona) lub lewej stronie (poprzednia strona). W opcjach można nieznacznie zmienić proporcje i wtedy dałoby się sięgnąć do prawej części, używają tylko lewej ręki, ale jest to mniej wygodne.

Plusy dotykowego ekranu: nieco szybciej wybiera się książki, przy sprawdzaniu hasła w słowniku wystarczy dotknąć wybranego słowa (bez dotykowego ekranu trzeba strzałką znaleźć wyraz, co zajmuje więcej czasu.

Minusy dotykowego ekranu: przy czytaniu trzeba trzymać tylko za krawędź, choć zwykle i tak nie łapie się za ekranik to dla mnie to było momentami niewygodne, bo zdarzyło mi się przypadkiem zmienić stronę. Kindla „niedotykowego” zostawiałam czasem bez wyłączania (i tak bateria trzyma około miesiąca), z dotykowym ekranem lepiej tego unikać, bo wtedy łatwo przypadkiem przerzucić strony.

Wygoda czytania

Oprócz powodów podanych powyżej warto dodać, że w Kindlu można ustawić widok poziomy, Kobo zaś nie posiada takiej opcji. Przydaje się to szczególnie przy formacie pdf, kiedy przybliżamy stronę, ale nie chcemy mieć tekstu poszatkowanego pionowo.

Opcje dodatkowe

Oba czytniki są wyposażone w wi-fi, ale wystarczy to jedynie do sprawdzenia podstawowych rzeczy, poczty i fb (choć w dość skromnej i czarno-białej wersji). Internet działa wolno, więc nie ma mowy o buszowaniu w sieci.

Jeśli chcemy coś napisać to lepiej sprawdza się Kobo. Korzystamy wtedy z dotykowej klawiatury. W przypadku Kindle w wersji niedotykowej musimy radzić sobie strzałkami, co jest dość mozolne.

Która wersja bardziej Wam odpowiada?