Plasterek świeżej poezji: Joanna Lech „Powroty”

 

Joanna Lech polską poetką jest.

Pióro trzyma mocna, aż dłonie się na nim pocą. Coś ją boli, czegoś się boi, coś się czai w jej głowie.

Męczyła się nad „Zapaścią”, krótko potem przyszły „Nawroty”, ale nie można powiedzieć, że „Nic z tego” nie wyszło.

Skonsumujcie sobie kawałek małymi gryzami:

Powroty

 

Pamiętamy jeszcze podróże z przerwami, szmery i kłucie;

spękaną z upału ziemię, pola gnijące od wody. Więc brakowało

w pokoju światła, był śnieg i szadź pełna szczątków roślin.

Ciemne zaspy spadały na okna, sny się wwiercały w podłogę.

Może lubiliśmy takie zabawy; noce na dworcach, zimne nazwy chorób.

Historie proste jak ślady poparzeń. Z włosów kapał deszcz, żarówka pękła,

gdy wypluwaliśmy grudy. Może coś się wykluło i zgniło, kilka blizn

zmieniło się w strupy. Coś rozrosło się w tobie, już są objawy –

glina na rękach, plamy po rdzy. Słowa, które szepcze ktoś obcy,

kiedy nad ranem próbuje przecierać oczy; poszarpany jak mięso

i naostrzony.

 

Na koniec 58 sekund głosu Joanny Lech odczytującej „Agnieszka W. odkręca gaz”:

 

Podziel się słowem lub dwoma

komentarzy

Dodaj komentarz