O kobietach, które się puszczają. Czy wasz słownik to szowinista?

słownik

Muszę się przyznać do jednego z kilku moich małych dziwactw.

Lubię czytać słowniki. Albo na wyrywki, albo hasło po haśle, albo jedna litera na jeden dzień.

W dodatku potrafię darzyć je silną sympatią lub antypatią. W zależności od tego jak leżą w dłoniach, jak pachną, czy mają ramki, co i jak opowiadają.

Słownik polsko-włoski/włosko polski wydawnictwa Langenscheidt jest jednym z moich ulubionych. (Lekko chropowata żółta okładka, cienkie sypiące się przez palce strony, precyzyjne objaśnienia, ramki z ciekawostkami kulturowymi – mniam)

A właściwie był. Do momentu kiedy trafiłam na słowo „puszczać”. Wygląda tak:

slownik2

Puszczać można coś z rąk. Albo wodę z kranu. A także oko. Może puszczać plama. A rośliny mogą puszczać liście.

Dochodzimy do „się”.

Możemy puszczać się pędem.

Możemy też po prostu się puszczać. Ale uwaga, uwaga. Tylko jeśli jesteśmy kobietami. Oznacza to (żeby nie było wątpliwości) „prostituirsi” czyli „prostytuować się”. Oczywiście zajęcie to zastrzeżone jest wyłącznie dla kobiet.

Czy wasze słowniki też mają szowinistyczne zapędy?

 

Podziel się słowem lub dwoma

komentarzy

Dodaj komentarz