Hikikomori

Granica między zjawiskiem kulturowym a chorobą jest arbitralna. Parę lat temu uświadomiłam to sobie czytając o swojskim kołtunie, negi-negi i schizofrenikach, którzy w Europie są zamykani w szpitalach psychiatrycznych, a w Afryce Subsaharyjskiej zostają szamanami. Dziś przypomniałam sobie o tym trafiając na japoński termin „hikikomori„. Słowem tym nazwane zostało zjawisko skrajnej izolacji społecznej dotyczące setek tysięcy młodych Japończyków. Obecnie uważa się je za chorobę cywilizacyjną, a dotknięte nim osoby poddaje leczeniu.

Schemat jest podobny. Młody człowiek obciążony wymaganiami japońskiego systemu szkolnictwa i wychowania staje się coraz bardziej wycofany i osamotniony. W końcu decyduje się spędzać cały wolny czas samotnie w swoim pokoju, a w skrajnych przypadkach przestaje w ogóle wychodzić ze swojej twierdzy, wyposażonej w łącze internetowe i dostawy jedzenia serwowane przez nieźle sytuowanych rodziców. Nie nawiązuje żadnych zwykłych kontaktów społecznych. Do toalety lub do kuchni wymyka się w nocy tak, żeby nie spotkać nikogo z domowników. Zagłębia się w świecie internetu, książek lub gier komputerowych. Niekiedy popada w depresję. Niekiedy przystosowuje się do życia w stworzonym przez siebie świecie. Odmawia opuszczenia pokoju/domu. 

Możliwość rozwinięcia się fenomenu hikikomori (dosłownie: wciągnięcia do środka; bycia ograniczonym; istota odosobniona) to wynik splotu czynników kulturowych. Zjawisko to występuje w kilku krajach Azji (głównie Japonia, Korea Południowa, Tajwan), gdzie wysoki poziom życia i rozwoju technologicznego współwystępuje ze specyficznym system szkolnictwa.

Z szacunkiem dla wszystkich cierpiących z powodu hikikomori, czy nie wydaje Wam się, że perspektywa zamknięcia się w bezpiecznym gniazdku ze stosem książek i stałą dostawą żywności jest kusząca?

 

 

Podziel się słowem lub dwoma

komentarzy

Dodaj komentarz