Dlaczego Kościół katolicki powinien być za „pigułką po”

Wszystko wskazuje na to, że niedługo w Polsce antykoncepcja awaryjna w postaci „pigułki po” będzie dostępna bez recepty. Zdania są podzielone, niektóre panie byłyby skłonne skorzystać z takiego rozwiązania i są zadowolone, że będzie to łatwo dostępne, niektóre nie i w żaden sposób nie wpływa to na ich życie.

Dostojnicy Kościoła katolickiego burzą się i chmurzą tak jakby oznaczało to, że każda kobieta będzie musiała się taką pigułkę faszerować. A w dodatku popić flaszką wódki, bo alkohol jest dostępny bez recepty w każdym monopolowym i nie tylko. A na koniec oczywiście papieros po, żeby dopełnić dzieła zniszczenia.

Stanowisko Kościoła katolickiego wydaje mi się jednak nieprzemyślane i zwyczajnie mnie dziwi. Widzę w tej sprawie dwie istotne kwestie.

Po pierwsze, Kościół może zająć stanowisko w sprawie słuszności takiego rozwiązania, ale nie ma prawa decydować o uniemożliwieniu skorzystania z niego całej rzeszy mieszkańców Polski, którzy wcale nie są co do jedego i co do jednej katolikami.

Po drugie, Kościół zdaje się traktować wiernych jak małe dzieci, które trzeba trzymać z dala od widoku słodyczy, bo inaczej będą się nimi objadać i grzeszyć, grzeszyć, grzeszyć. Stanowisko episkopatu jest następujące:

„stosowanie tzw. antykoncepcji doraźnej otwiera drzwi do istotnej zmiany kulturowej postaw i relacji międzyludzkich: propaguje swobodę seksualną i brak odpowiedzialności za podejmowanie relacji intymnych, banalizuje seksualność człowieka, niszczy ideał wyłączności relacji między kobietą i mężczyzną oraz pozwala na uwolnienie się od odpowiedzialności za drugiego człowieka”.

Od razu nasuwa się wątpliwość: ale przecież katolik, będący w tym przypadku katoliczką, nie będzie czegoś takiego stosować, choćby wszyscy wkoło ją do tego namawiali. Księża najwyraźniej mają inne zdanie. Pośrednio wynika z tekstu powyżej, że katolicy są odpowiedzialni w relacjach intymnych, traktują seksualność poważnie, kultywują ideał wyłączności między kobietą i mężczyzną, są odpowiedzialni za drugie człowieka tylko ze strachu przed niechcianą ciążą. W momencie kiedy tego zagrożenia nie będzie, bo można będzie połknąć pigułę po, wielu z nich złamie te zasady. A to oznacza nie mniej ni więcej, że to nie wiara nakłaniała ich do tego cnotliwego zachowania, a po prostu strach.

Wprowadzenie „pigułki po” może być więc dla katolików próbą wiary, czystości i innych cnót. Jeśli bowiem nie ma pokusy to nie ma możliwości grzechu. A jeśli nie ma możliwości grzechu to nie można powiedzieć, czy dane zachowania i wartości wynikają z prawdziwej wiary czy też z innych praktycznych pobudek.

Dostojnicy Kościoła postąpiliby o wiele lepiej, gdyby nie walczyli tak drapieżnie o zakaz wprowadzenia „pigułki po” bez recepty, a potraktowali swoich wiernych jak jednostki podejmujące wyboru podług wolnej woli.

P.S. Nie wchodzę tutaj w dygresje na temat wpływu Kościoła na ciało i seksualność swoich wiernych. Wstępując do tej wspólnoty muszą się z tym liczyć i podporządkować (ewentualnie przeprowadzić bunt lub schizmę).

Podziel się słowem lub dwoma

komentarzy

Dodaj komentarz