Archiwa kategorii: słowa poprzekładane

Niech to będzie dzień

Niech to będzie dzień w początkach sierpnia,

nie ma jaskółek, ale trzmiel jeszcze

próbuje smyczka gdzieś

w cieniu malin.

 

Lekki, nieuporczywy wiatr

niech wieje nad łąkami sierpnia.

 

Bądź tam,

ale nie mów wiele,

tylko muskaj mi włosy

i patrz w oczy

 

z tym uśmiechem

w kąciku oka.

Chciałbym

nie bez ulgi

 

zobaczyć, jak znika świat.

 

Lars Gustafsson, Niech to będzie dzień, z tomu Dziwne drobne przedmioty. Wybór wierszy, tłumaczenie Zbigniew Kruszyński, Wydawnictwo Znak, Kraków 2012.

Kropelka szwedzkiej poezji

Po deszczu

Niebo po letnim deszczu jak klisza rentgenowska,
gdzie widać światło i niepewne cienie.
W cichym lesie ani ptaka.
Twoje oko jak kropla rozlana pod chmurą
odbija świat: światło i te cienie.
I nagle wiesz, kim jesteś:
cudzoziemiec zgubiony między duszą a chmurą,
tylko cienka błona obrazu
oddziela głębię świata od ciemności oka.

Lars Gustafsson

W tej kawiarni w obcym mieście…

Ten wiersz warto przeczytać dla samej formy. Przyjemności dostarcza już pierwsza warstwa. Strzępki myśli ułożone w wiersz nad kawą i książką, gdzieś tam, w obcym mieście, w Berlinie, w kawiarni. Wspomnienia przepływające obrazami przed oczami nakładają się na rytm teraźniejszości. Zapach, melodia, wątpliwość, nostalgia jak następujące po sobie litery układają się w słowa, które nie muszą nic znaczyć.

Godzinę temu, kartkując tomik wierszy Adama Zagajewskiego „Niewidzialna Ręka” trafiam na „Kawiarnię” i zdanie po zdaniu próbuję przetłumaczyć dla Davide słowo po słowie, sam nastrój, bez głębszych znaczeń. Poniżej wersja oryginalna i tłumaczenia angielskie, na szczęście dla czytających, w wykonaniu nie moim, a Clare Cavanagh.

 

KAWIARNIA

(w Berlinie)

W tej kawiarni w obcym mieście noszącej imię
francuskiego pisarza czytałem Pod wulkanem
ale już z mniejszym entuzjazmem. Jednak trzeba się leczyć,
pomyślałem. Chyba zamieniłem się w filistra.
Meksyk był bardzo daleko, i jego ogromne gwiazdy
świeciły teraz nie dla mnie. Trwało święto zmarłych.
Święto metafor i światła. Śmierć w roli głównej.
Obok kilka osób przy stolikach, różne przeznaczenia:
Rozwaga, Smutek, Zdrowy Rozsądek. Konsul, Yvonne.
Padał deszcz. Czułem małe szczęście. Ktoś wchodził,
ktoś wychodził, ktoś wreszcie wynalazł perpetuum mobile.
Byłem w wolnym kraju. W samotnym kraju.
Nic się nie działo, milczały armaty.
Muzyka nikogo nie wyróżniała; pop sączył się
z głośników leniwie powtarzając: jeszcze się wiele wydarzy.
Nikt nie wiedział, co robić, dokąd iść, dlaczego.
Myślałem o tobie, o naszej bliskości, o tym,
jak pachną twoje włosy, kiedy zaczyna się jesień.
Z lotniska wzbijał się w powietrze samolot,
jak pilny uczeń który wierzy w to,
co mówili dawni mistrzowie.
Sowieccy kosmonauci twierdzili, że nie znaleźli
Boga w przestworzach, ale czy szukali?
2008
CAFÉ
(in Berlin)
In that café in a foreign town bearing a French writer’s
name I read Under the Volcano
but with diminishing interest. You should heal yourself,
I thought. I’d become a philistine.
Mexico was distant, and its vast stars
no longer shone for me. The day of the dead continued.
A feast of metaphors and light. Death played the lead.
Alongside a few patrons at the tables, assorted fates:
Prudence, Sorrow, Common Sense. The Consul, Yvonne.
Rain fell. I felt a little happiness. Someone entered,
someone left, someone finally discovered the perpetuum mobile.
I was in a free country. A lonely country.
Nothing happened, the heavy artillery lay still.
The music was indiscriminate: pop seeped
from the speakers, lazily repeating: many things will happen.
No one knew what to do, where to go, why.
I thought of you, our closeness, the scent
of your hair in early autumn.
A plane ascended from the runway
like an earnest student who believes
the ancient masters’ sayings.
Soviet cosmonauts insisted that they didn’t find
God in space, but did they look?
Translation: 2008, Clare Cavanagh.

„Śnię ciebie, która śnisz mnie…” – Lars Gustafsson o miłości

„Przez lustro” to jeden z najpiękniejszych wierszy, jakie czytałam w ostatnim czasie.  Szwedzkim oryginałem, który wyszedł spod pióra Larsa Gustafssona, niestety nie mogę się rozkoszować ze względu na brak znajomości języka. Pozostają mi polskie tłumaczenia. Mam do dyspozycji dwa i nie mogę się zdecydować, które mi się bardziej podoba. Zobaczcie:

 

Przez lustro

Najdroższa,

śpiąc daleko od siebie,

jednak dzielimy noc

 

i śnimy o sobie.

Gdybym obudził się teraz,

nie byłoby mnie.

 

Śnię o tobie,

która śnisz mnie.

 

Jeśli cię obudzę,

zniknę.

 

Tłum. Zbigniew Kruszyński

 

Poprzez lustro

Najukochańsza

śpiąc tak daleko od siebie

 

dzielimy jednak wspólną noc

I śnimy siebie nawzajem

 

Gdybym teraz się zbudził

przestałbym istnieć.
Śnię ciebie

która śnisz mnie.

 

Jeśli cię obudzę

zniknę.

 

Tłum. Roman Kaźmierski

 

Podobne, ale to jednak nie to samo. Spójrzmy na porównanie. Wytłuściłam fragmenty, które bardziej mi się podobają w porównaniu z drugą wersją.

przez lustro

Bardzo bym chciała przeczytać również wersję angielską, ale nigdzie nie mogłam jej znaleźć. Błagam, jak ktoś zna/wie/widziała/słyszała to proszę dać znać.

Lars Gustafsson przy pracy. Urokliwy gabinet, prawda?

Szwedzkie domy na odludziu

Istnienie Tomasa Tranströmera odkryłam przedwczoraj. Odkryłam, że urodził się  w Sztokholmie. Że była już prawie wiosna roku 1931. Że grał na pianinie. Że miewał lęki. Że w 1990 roku przeszedł wylew i stracił mowę, ale wciąż tworzy. Że dostał literacką Nagrodę Nobla.

Wczoraj po raz pierwszy przeczytałam jego wiersze. I dałam się wciągnąć w pół straszny, pół piękny sen o białych bezkresach Szwecji, o życiu i śmierci, o podróży z miasta w nienazwaną przestrzeń, którą opisuje nie logika cywilizacji, a język natury.

Poezja Tranströmera  to dużo szarości, ale żadnej szarzyzny. Jego świat jest stonowany, harmonijny w swoim pozornym bezsensie. Mroczny, ale nie przerażający. Zbudowany z wielkich przestrzeni, które czasem kuszą tajemnicą, a czasem porażają pustką.

Poeta, wyraźną kreską formy na rozespanej hipnotyzującej materii treści, prowadzi nas przez sny o domu, podróży, cierpieniach, śmierci, przeszłości. A wszystko wśród płatków śniegu, świerczącego mrozu, w długie zimowe wieczory. Takie jakie w mojej wyobraźni bywają na dalekiej szwedzkiej północy.

Pojadę kiedyś do Szwecji i będę szukać tych domów, tego odludzia:

 

Szwedzkie domy na odludziu

 

Plątanina czarnych świerków

i dymiących promieni księżyca.

Tu zanurzona chałupa

jakby bez śladów życia.

 

Aż rosa poranna zaszemrze,

a starzec otworzy

okno drżącą ręką

i wypuści puchacza.

 

A gdzie indziej

nowy dom paruje

z motylem bielizny

co trzepoce zza węgła

 

w środku umierającego lasu,

gdzie próchnica w binoklach

z żywicy wczytuje się

w protokół korników.

 

Lnianowłose deszcze lata

lub samotna chmura burzowa

nad psem, co ujada.

Ziarno wierci się w ziemi.

 

Wzburzone głosy

twarze mkną po drutach telefonicznych

na karłowatych rączych skrzydłach

ponad milami moczarów.

 

Dom na rzecznej wyspie

wysiaduje swe fundamenty.

Nieustanny dym, palą tutaj

tajne dokumenty lasu.

 

Deszcz zawraca w niebie.

Światło się ślizga po rzece.

Chaty na skraju urwiska pilnują

białych wołów wodospadu.

 

Jesień z szajką szpaków,

która trzyma świt w szachu.

Ludzie ruszają się sztywno

w teatrze rozjarzonych lamp.

 

Pozwól im poczuć bez lęku

ukryte skrzydła

i energię Boga

ciasno zwiniętą w mroku.

 

 (tłum.  z j. szwedzkiego Magdalena Wasilewska-Chmura)

Kindle vs. Kobo

W moim rocznym obcowaniu z czytnikami miałam dłużej do czynienia z Kobo Touch i Kindle Classic. Zacznę od końca czyli od tego, że oba są bardzo dobre i służą wiernie. Na podstawie porównania tych dwóch książkowyświetlaczy można zdecydować czy preferuje się:

  • dotykowy czy niedotykowy
  • Kindle czy Kobo
  • śliski czy matowy

Czytnik, jaki jest niech każdy zobaczy. Poniżej prezentuję Kindle (staż: 1,5 roku) i Kobo (staż: 7 miesięcy). Dodać należy, że mój Kindle służył mi wytrwale, a ja nie żałowałam mu przygód i trudów życia. Przeżył plażę (kilka ziarenek piasku dostało się do obudowy, ale w niczym to nie wadzi), noszenie w torbie bez futerału, za to w towarzystwie szczotki do włosów i długopisów (za setnym razem coś go drasnęło i jest mała skaza na ekranie, już się przyzwyczaiłam i nawet jej nie widzę, ale wolałabym, żeby jej tam nie było), rzucanie, potrząsanie, przygniatanie i inne czynności, których stosowanie wobec czytników odradzam.

Kobo był trzymany w domu, trochę w plecaku z książkami, a potem w futerale. Ma kilka drobnych zarysowań z przodu.

Estetyka

Kindle jest bardziej odporny na wszelkie przeciwności losu i łatwiej go wyczyścić. Ale: tylko z przodu :) Tył jest bardzo ładny, jakby chromowany, ale jeśli bardziej się zabrudzi to jest ciężej wyczyścić (vide: tył mojego Kindla z odbitym wzorkiem od niewiadomo czego, być może w walizce został w coś wgnieciony?).

Czarny Kobo ma z przodu matową powierzchnię, na której łatwo zostawić ślady, szczególnie tłustych paluszków, więc jedzenie orzeszków przy czytaniu odpada. Ta powierzchnia jest dość delikatna, więc jak ktoś jest zdolny to może czymś ją zadrapać. Z tyłu jest śliski, więc trudno go czymkolwiek poważniej zabrudzić.  Pewnym rozwiązaniem jest Kobo z białym przodem, na którym nie tak łatwo zostawić swój ślad.

Przechodząc do tego, co najważniejsze czyli czytania, ale nadal na gruncie estetyki powiedzmy kilka słów o czcionce.

W Kindlu nie można zmienić rodzaju czcionki, można zmienić tylko jej wielkość.

W Kobo jest do wyboru kilka czcionek, a podstawowa jest bardziej elegancka niż ta w Kindlu.

Spójrzmy:

Ekran

Kindle w tej wersji nie ma dotykowego ekranu, Kobo tak. Konsekwencje tego faktu są następujące:

W Kindle strony przerzucamy przyciskiem, usytuowanym z boku, co jest bardzo wygodne (można trzymać zarówno w lewej, jak i prawej ręce, bo przyciski są po obu stronach)

W Kobo dotykamy ekranu po prawej (następna strona) lub lewej stronie (poprzednia strona). W opcjach można nieznacznie zmienić proporcje i wtedy dałoby się sięgnąć do prawej części, używają tylko lewej ręki, ale jest to mniej wygodne.

Plusy dotykowego ekranu: nieco szybciej wybiera się książki, przy sprawdzaniu hasła w słowniku wystarczy dotknąć wybranego słowa (bez dotykowego ekranu trzeba strzałką znaleźć wyraz, co zajmuje więcej czasu.

Minusy dotykowego ekranu: przy czytaniu trzeba trzymać tylko za krawędź, choć zwykle i tak nie łapie się za ekranik to dla mnie to było momentami niewygodne, bo zdarzyło mi się przypadkiem zmienić stronę. Kindla „niedotykowego” zostawiałam czasem bez wyłączania (i tak bateria trzyma około miesiąca), z dotykowym ekranem lepiej tego unikać, bo wtedy łatwo przypadkiem przerzucić strony.

Wygoda czytania

Oprócz powodów podanych powyżej warto dodać, że w Kindlu można ustawić widok poziomy, Kobo zaś nie posiada takiej opcji. Przydaje się to szczególnie przy formacie pdf, kiedy przybliżamy stronę, ale nie chcemy mieć tekstu poszatkowanego pionowo.

Opcje dodatkowe

Oba czytniki są wyposażone w wi-fi, ale wystarczy to jedynie do sprawdzenia podstawowych rzeczy, poczty i fb (choć w dość skromnej i czarno-białej wersji). Internet działa wolno, więc nie ma mowy o buszowaniu w sieci.

Jeśli chcemy coś napisać to lepiej sprawdza się Kobo. Korzystamy wtedy z dotykowej klawiatury. W przypadku Kindle w wersji niedotykowej musimy radzić sobie strzałkami, co jest dość mozolne.

Która wersja bardziej Wam odpowiada?

 

Nowe nośniki słów

Czytanie bez książki? Przewracanie stron przyciskiem? Ekran zamiast papieru? W dodatku nie pachnie i nie szeleści tak jak powinno!

Taka była moje pierwsza reakcja na czytniki elektroniczne. Sceptycyzm jednak szybko stopniał, jak tylko do moich rąk trafił czytnik w całej swojej kindlowej postaci.

Obejrzałam podejrzliwie ze wszystkich stron, obwąchałam (a jednak, miałam rację, ani śladu zapachu! ), wyściskałam: ekran trochę jak papier, małe toto i poręczne, a w środku tysiące ksiąg w środku. Nie wyglądało zupełnie na narzędzie szatana, które sobie wyobrażałam.

Szybko przeszłam na ciemną stronę mocy, która okazała się (równie) jasną stroną mocy.

Dlaczego?

Plusy:

  • CZYTASZ, GDZIE CHCESZ

W tramwaju, w wannie, myjąc zęby, stojąc w kolejce (zapobiega eskalacji gniewu związanej z marnowaniem czasu), gimnastykując się (sprawdzone, działa), na plaży, spacerując. Szczególnie w podróży jest to świetne rozwiązanie: nie musisz dźwigać ton papieru, a masz pod ręką kilkadziesiąt pozycji. Podczas dłuższego pobytu za granicą masz stały dostęp do polskiej literatury, w tym tej najświeższej. Jasne, książkę też możecie czytać w wielu miejscach, ale zwykle jest to po prostu niewygodne i naraża papier na zabrudzenie, zniszczenie, wygniecenie etc. Poza tym czytając tradycyjną książkę jesteś narażony na pytania (co czytasz? a o czym to?), czytnik ludzie biorą za rodzaj tabletu, uznają, że to oczywiste, że w nim grzebiesz i dają ci spokój (smutny znak czasów).

  • LEKKI i NIEDUŻY

Mieści się w małej torebce, a czasem nawet w tylnej kieszeni spodni. Innymi słowy, można go mieć na podorędziu zawsze i wszędzie, kiedy jest potrzebny.

  • ESTETYKA

Czytnik zwykle jest ładny i w przypadku zabrudzenia łatwo go wyczyścić. W niektórych modelach można zmieniać czcionkę.

  • CZYTANIE w RÓŻNYCH POZYCJACH

Brzmi banalnie, ale to duży atut. Zwykle schylamy głowę do książki, co w przypadku niektórych moli książkowych wywołuje bóle karku i pleców. Czytnik jest lekki i wygodny, więc możesz ustawić go wprost przed twarzą (można także zmienić rozmiar czcionki), układając się w wygodnej pozycji. Wspominałam już o czytaniu podczas ćwiczeń czy spaceru, naprawdę da się i jest to wygodne, bo wystarczy trzymać czytnik jedną ręką. Nawet jeśli się wyślizgnie (choć mała na to szansa) to raczej mu się nic nie stanie, najwyżej nabawi się jakiejś ryski.

  • SZEROKI i SZYBKI DOSTĘP DO LITERATURY

To chyba najważniejsze. W kilka sekund można mieć na swoim czytniku (prawie)              wszystko, czego się zapragnie, w dodatku w różnych wersjach językowych. Pamiętam jak brakowało mi kiedyś książek obcojęzycznych i czytałam byle co, jeśli tylko było po             angielsku. Książki można ściągać z Internetu za darmo, kupować lub „pożyczać” od                znajomych. W ostatecznym rozrachunku i tak oszczędzasz (pieniądze, które wydałabyś na papierowe książki i czas, który jest konieczny, żeby pójść do biblioteki czy księgarni).

  • SŁOWNIK

Możesz wgrać słownik (a zwykle jest już wgrany) i kiedy czytając trafisz na nieznane                   słowo klikasz na nie i otrzymujesz definicję/tłumaczenie.

Minusy:

  • Bezzapachowe, nieszeleszczące, płaskie
  • Musisz wybierać książki w formacie, który Twój czytnik raczy przeczytać, np. format mobi dla czytnika Kindle i formet epub dla czytnika Kobo
  • Czytnik co prawda otwiera format PDF, ale pokazuje całą stronę, więc literki są naprawdę małe i czyta się źle, można zrobić zoom, ale trzeba chwilę pokombinować, żeby ustawić tak, żeby potem było wygodnie przerzucać strony. PDF możesz przekonwertować na mobi lub epub, ale zwykle efekt jest średni (nie czyta części znaków, rozbija tekst na mniejsze partie etc.) i znowu jakość czytania spada
  • Jeśli chcesz uczyć się do egzaminu i potrzebujesz często sięgać do spisu treści, indeksu czy innych części tekstu to musisz liczyć się z pewną niewygodą. Mnie zbytnio to męczy i w takich przypadkach wolę „żywą” książkę.

Plusy zdecydowanie przeważają. Oczywiście pod warunkiem, że nie rezygnuje się z tradycyjnych książek (bo niby dlaczego?). Czytanie na czytniku elektronicznym to coś zupełnie innego niż czytanie z komputera czy z tabletu (nie świeci, nie męczy oczu), ale nie jest to też to samo, co papierowa książka. To po prostu coś innego, do stosowania wymiennie ze swoim papierowym poprzednikiem.

W moim przypadku czytnik zdecydowanie spełnił swoją rolę – wyraźnie podniósł liczbę czytanych przeze mnie książek i dostarczył mi tym samym naprawdę wiele przyjemności. Z czystym sumieniem mogę więc polecić czytnik elektroniczny zarówno książkowym molom, jak i osobom, które z różnych powodów czytają mało i chciałyby się przekonać do przyjemności czytania.

Przekonanych do czytników, ale niezdecydowanych, który model mają wybrać zachęcam do zajrzenia tu jutro, żeby zobaczyć jak wypada Kindle w porównaniu z Kobo.

Wielkie tytuły w wielkim skrócie

piktogramy-alicja-w-kraince

Znacie pewnie serie video przedstawiającą słynne filmy w 1 minutę. Tym razem skrót dotyczy książek i  streszcza wypchane literami stronice w kilku obrazkach. Przyjrzycie się trzem przykładom poniżej i spróbujcie zgadnąć fabułę jakich książek przedstawiają. Odpowiedzi poniżej.

piktogramy-alicja-w-kraince

 

1. William Szekspir, Romeo i Julia.

2. Lewis Caroll, Alicja w Kranie Czarów.

3. Franz Kafka, Przemiana.

 

Źródło:  Life in Five Seconds: Over 200 Stories for Those With No Time to Waste.

 

Miłosz: królestwa bladły jak miedź zaśnieżona

Co było wielkie

Co było wielkie, małem się wydało.
Królestwa bladły jak miedź zaśnieżona.

Co poraziło, więcej nie poraża.
Niebiańskie ziemie toczą się i świecą.

Na brzegu rzeki, rozciągnięty w trawie,
Jak dawno, dawno, puszczam łódki z kory.
Montgeron, 1959

Czesław Miłosz

 

W języku angielskim w przekładzie samego Miłosza:

 

What once was great

What once was great, now appeared small.
Kingdoms were fading like snow-covered bronze.

What once could smite, now smites no more.
Celestial earths roll on and shine.

Streched on the grass by the bank of a river,
As long, long ago, I launch my boats of bark.

 

Wiersz dedykowany jest Aleksandrowi i Oli Watom.