6 rzeczy, które uwielbiam w Wielkiej Brytanii

Jeśli właśnie przyjechaliście do Anglii i nie utoniecie w śmieciach i nie osłabniecie od fast foodów to być może będziecie mieć szansę cieszyć się następującymi rzeczami:

  1. Muzea.

    Bezpłatny wstęp, bogate kolekcje (już nie wchodźmy w to, jak zdobyte…), ciekawa oferta. A oprócz tego muzea to przede wszystkim przyjazne i przyjemne miejsca, gdzie ludzie chętnie przychodzą spędzić czas. Dzięki temu, że nie płaci się za bilet można wpaść choćby na 10 minut i zaglądać co jakiś czas. To nie zakurzone gabloty i smętny personel, ale naprawdę ciekawe, często interaktywne wystawy i przewodnicy, którzy chętnie odpowiedzą na każde pytanie.

  2. Uprzejmość.

    Jasne, nie wszędzie i nie każdy, ale generalnie ludzie są zwyczajnie mili i grzeczni, często bezinteresownie pomocni. Prawie nigdy nikt nie chce cię obrazić czy znieważyć (no chyba, że przez subtelną ironię). Kapuścinski pisał (bodajże w Lapidariach) o tym, że w krajach pod wpływami sowieckiej kultury, w tym niestety też Polski, wykształcił się zwyczaj poniżania drugiego człowieka, pokazywania mu, że jest gorszy, udowadniania na każdym kroku, że ma się nad nim władzę. Tutaj czegoś takiego nie widać w codziennych sytuacjach. Rozmówca, sprzedawca, nauczyciel będzie się starał, żebyś poczuła się komfortowo i pewnie,  przymknie oko na drobny błąd zamiast go wytknąć. Gentlemenów i gentlewomen spotyka się po prostu na ulicy i poznaje po sposobie, w jaki traktują innych ludzi. Można poznać Anglika po tym, że poszturchnięty przez kogoś na ulicy powie „przepraszam”. Jako, że lubię nieśmieszne żarty to skonstrastuję to z sytuacją z pewnego polskiego dowcipu: „[w tramwaju] – Co się pan tak pcha na chama? – O, przepraszam, taki tłok, że nie zauważyłem na kogo się pcham”.

  3. Zdolność do autorefleksji.

    To chyba właśnie ta cecha zdecydowała o tym, że Anglia nadal kwitnie. Zdolność do przyjmowania krytyki, autorefleksję i wolę zmian na lepsze widać szczególnie na poziomie instytucji. Wszędzie i zawsze można zostawić „feedback” – na uczelni, w sklepie, w restauracji czy w szpitalu widzimy napisy „jak się dzisiaj sprawdziliśmy?”, „powiedz nam, co myślisz!” Oczywiście Anglik nie powie tego zwykle otwarcie i dosadnie prosto w oczy, ale chętnie wypełni formularz czy napisze maila. Ostatnia faza projektu czyli podsumowanie, co poszło dobrze, a co źle jest najważniejsza, bo wyznacza kierunek rozwoju.

    Mam wrażenie, że przyznanie się do porażki, często kolektywnej, jest oznaką siły i empatii, a nie słabości. Najlepszym tego przykładem są próby rozliczania się z imperializmem. Brytyjczykom nigdy nie przyszło odpowiedzieć za czyny popełnione w imieniu Imperium, ale sami próbują mierzyć się z tym trudnym dziedzictwem, co niekiedy przybiera wręcz formy samobiczowania (być może zasłużonego…)

  4. Kolejki czyli egalitarianizm i zasada równych szans.

    Anglicy są mistrzami kolejek. Równy ogonek ustawia się w kolejce do lady, okienka, a nawet na chodniku do autobusu. Niektórzy mówią, że oni po prostu lubią kolejki, bo to znak porządku i jasnych zasad. Powiecie pewnie, że przekornie wynika to z tego, że w angielskich społeczenstwie tak silne były (są?) markery klasowe. A być może po prostu nieuprzejmym byłoby traktować kogoś gorzej.

  5.  Brak zgody na dyskryminację i przemoc.

    Widzę to szczególnie teraz, z niepokojem śledząc wiadomości z Polski czy Węgier. Jasne, tutaj też są neonaziści, a za miesiąc po referendum w sprawie Brexit  okaże się czy Brytyjczykom nie przejadła się otwartość. W każdym razie nie ma powszechnej zgody na to by dyskryminować kogoś ze względu na płeć, kolor skóry, wyznanie, orientację seksualną, pochodzenie społeczne etc. Takie przypadki się zdarzają, ale są piętnowane. Ponadto mówi się otwarcie o problemie systemowej dyskryminacji i próbuje jej zaradzić.

    Przykładem może być chociażby Gay Village w Manchesterze – kolorowa i wesoła część śródmieścia z klubami i restauracjami. Na ławeczce siedzi tam spiżowy Alan Turing i pewnie roni spiżową łzę, że za jego czasów nie tylko homoseksualiści nie byli obecni w przestrzeni publicznej, ale czekały ich poniżenie i represje. Tutaj znowu wychodzi autoreflejsa, uczenie się na własnych błędach i przyznawanie do porażek. Alan Turing, wybitny matematyk i twórca pierwszego komputera (obejrzyjcie Imitation Game!), a prywatnie gej, został doprowadzony do samobójstwa po tym jak postawiono go przed wyborem „więzienie albo kastracja chemiczna”. Wybrał śmierć. W Wielkiej Brytanii jeszcze do lat 60. homoseksualizm był przestępstwem! Ale nigdy nie jest za późno na dobrą zmianę i dziś Alan Turing jest i ofiarą, i bohaterem.

  6. Benefity, praca i stawka minimalna.

    Choć osobiście kwestia benefitów mnie nie dotyczy to cieszę się, że żadne dziecko, żaden dorosły i żadna osoba w podeszłym wieku nie musi głodować, siedzieć w zimnym domu, wybierać ze śmietników, żeby przeżyć. Nierówności społeczne i tak są ogromne, ale przynajmniej każdy ma zapewnione minimum egzystencji, dostęp do edukacji i opieki, szansę na społeczną inkluzję, choćby dzięki kółku ogrodniczemu czy klubowi seniora.

    Ekonomia ma się dobrze, więc i pracy nie brakuje. Oczywiście trzeba się starać, wykazywać, dokształcać, ale sytuacja nie jest tak beznadziejna jak w niektórych krajach Europy. Dyplom uniwersytecki nie jest bezwartościowym świstkiem, ale biletem wstępu na rozmowy kwalifikacyjne. Stoją za tym twarde statystyki.

    Jednym z najlepszych wynalazków jest stawka minimalna za godzinę, która obecnie wynosi 7,5 funta i ciągle rośnie. Bez względu na to, jaką pracę wykonujesz godzina Twojego życia nie powinna być warta mniej. Przy tym bardzo często te najgorzej opłacane zawody to te najcięższe, na których opiera się codzienne funkcjonowanie społeczenswa – sprzątanie, gotowanie, podawanie, pakowanie itd. Ludzie, którzy to robią powinni zarabiać nawet więcej,  stawka minialna chronia ich przed pazerością pracodawców, którzy chcieliby zapłacić im jeszcze mniej. Niestety nadal są ludzie, którzy pracują za mniej. Zanim zaczęłam robić doktorat i pracować szukałam jakiegokolwiek zajęcia, żeby cokolwiek zarobić. Natknęłam się na kilka ofert (przeważnie jako kelnerka czy w punkcie ksero), gdzie płacono 3,5 funta za godzinę przy 10-godzinnych nocnych zmianach. Na szczęście byłam w sytuacji, która nie zmuszała mnie do zaakceptowania takiego bezprawia, ale nie wszyscy mają ten luksus. To jednak drobna patologia systemu, a nie norma.

    Przychodzi mi jeszcze kilka dobrych rzeczy do głowy, ale jeśli dotarłeś/aś do tego zdania to pewnie i tak już jesteś zmęczony/a moją paplaniną, więc kolejne zalety życia w Anglii w następnym wpisie. God save the queen!

Podziel się słowem lub dwoma

komentarzy