Miesięczne archiwum: Marzec 2014

„Zdarza się to tylko chyba u ludów dzikich” – Polacy o komunizmie 116 lat temu

Wpadła mi w ręce kilka dni temu „Encyklopedya. Zbiór wiadomości z wszystkich gałęzi wiedzy” wydana w roku 1898 we Lwowie. Szukałam pojęcia „kąpiel”, ale papier stary, toporny skleił się i trafiłam na „komunizm”. Uśmiałam się (w duchu, bo w czytelniach naukowych zachowanie tak nienaukowe jak śmiech nie przystoi) gorzko (nadal nie wypada, nawet jeśli jest to śmiech radości wszelkiej pozbawiony) i postanowiłam podzielić się z Wami barwną definicją:

Komunizm. Tak się nazywa (od łacińskiego słowa, znaczącego wspólność) taki ustrój społeczny w którym nie ma własności prywatnej, ale wszystko jest wspólne. W rzeczywistości zdarza się to tylko chyba u ludów dzikich. W historyi znamy jedynie różne, chybione i bez większego znaczenia próby wprowadzenia komunizmu. Tak n. p. w wiekach średnich były heretyckie sekty odonistów, anabaptystów i inne, które głosiły i wprowadzały między sobą wspólność mienia i żon. Nadto wielu pisarzy roiło mrzonki o tem, że ze zniesieniem własności prywatnej zapanowałby raj na ziemi. Takie szczęśliwe kraje komunistyczne istnieją jednak zawsze tylko na papierze. I tak być musi, bo gdzie każdy pracuje nie dla siebie ale dla wszystkich, tam albo pracowity wyzyskiwany jest przez leniwego i niedołęgę, albo istnieć musi przymusowa praca, a wtedy wszyscy stają się niewolnikami, skazanymi do ciężkich robót, każdy odkomenderowany jest do pracy, jaką mu robić każą; wolność, pierwszy warunek szczęścia, ginie ? a również ginie i drugi jego warunek, życie rodzinne

Encyklopedya. Zbiór wiadomości z wszystkich gałęzi wiedzy, Wydanie Macierzy Polskiej, Lwów 1898.

Kropelka szwedzkiej poezji

Po deszczu

Niebo po letnim deszczu jak klisza rentgenowska,
gdzie widać światło i niepewne cienie.
W cichym lesie ani ptaka.
Twoje oko jak kropla rozlana pod chmurą
odbija świat: światło i te cienie.
I nagle wiesz, kim jesteś:
cudzoziemiec zgubiony między duszą a chmurą,
tylko cienka błona obrazu
oddziela głębię świata od ciemności oka.

Lars Gustafsson

W tej kawiarni w obcym mieście…

Ten wiersz warto przeczytać dla samej formy. Przyjemności dostarcza już pierwsza warstwa. Strzępki myśli ułożone w wiersz nad kawą i książką, gdzieś tam, w obcym mieście, w Berlinie, w kawiarni. Wspomnienia przepływające obrazami przed oczami nakładają się na rytm teraźniejszości. Zapach, melodia, wątpliwość, nostalgia jak następujące po sobie litery układają się w słowa, które nie muszą nic znaczyć.

Godzinę temu, kartkując tomik wierszy Adama Zagajewskiego „Niewidzialna Ręka” trafiam na „Kawiarnię” i zdanie po zdaniu próbuję przetłumaczyć dla Davide słowo po słowie, sam nastrój, bez głębszych znaczeń. Poniżej wersja oryginalna i tłumaczenia angielskie, na szczęście dla czytających, w wykonaniu nie moim, a Clare Cavanagh.

 

KAWIARNIA

(w Berlinie)

W tej kawiarni w obcym mieście noszącej imię
francuskiego pisarza czytałem Pod wulkanem
ale już z mniejszym entuzjazmem. Jednak trzeba się leczyć,
pomyślałem. Chyba zamieniłem się w filistra.
Meksyk był bardzo daleko, i jego ogromne gwiazdy
świeciły teraz nie dla mnie. Trwało święto zmarłych.
Święto metafor i światła. Śmierć w roli głównej.
Obok kilka osób przy stolikach, różne przeznaczenia:
Rozwaga, Smutek, Zdrowy Rozsądek. Konsul, Yvonne.
Padał deszcz. Czułem małe szczęście. Ktoś wchodził,
ktoś wychodził, ktoś wreszcie wynalazł perpetuum mobile.
Byłem w wolnym kraju. W samotnym kraju.
Nic się nie działo, milczały armaty.
Muzyka nikogo nie wyróżniała; pop sączył się
z głośników leniwie powtarzając: jeszcze się wiele wydarzy.
Nikt nie wiedział, co robić, dokąd iść, dlaczego.
Myślałem o tobie, o naszej bliskości, o tym,
jak pachną twoje włosy, kiedy zaczyna się jesień.
Z lotniska wzbijał się w powietrze samolot,
jak pilny uczeń który wierzy w to,
co mówili dawni mistrzowie.
Sowieccy kosmonauci twierdzili, że nie znaleźli
Boga w przestworzach, ale czy szukali?
2008
CAFÉ
(in Berlin)
In that café in a foreign town bearing a French writer’s
name I read Under the Volcano
but with diminishing interest. You should heal yourself,
I thought. I’d become a philistine.
Mexico was distant, and its vast stars
no longer shone for me. The day of the dead continued.
A feast of metaphors and light. Death played the lead.
Alongside a few patrons at the tables, assorted fates:
Prudence, Sorrow, Common Sense. The Consul, Yvonne.
Rain fell. I felt a little happiness. Someone entered,
someone left, someone finally discovered the perpetuum mobile.
I was in a free country. A lonely country.
Nothing happened, the heavy artillery lay still.
The music was indiscriminate: pop seeped
from the speakers, lazily repeating: many things will happen.
No one knew what to do, where to go, why.
I thought of you, our closeness, the scent
of your hair in early autumn.
A plane ascended from the runway
like an earnest student who believes
the ancient masters’ sayings.
Soviet cosmonauts insisted that they didn’t find
God in space, but did they look?
Translation: 2008, Clare Cavanagh.

Bóg rozdaje ciastka bezzębnym… jak głosi sycylijskie przysłowie

Czasem słysząc sycylijskie przysłowie nie wiadomo czy śmiać się, czy płakać, czy taktownie milczeć. Oczywiście pod warunkiem, że cokolwiek się z niego zrozumie. Mnie przychodzi to z trudnością, bo dialekt sycylijski znacznie różni się od języka włoskiego. W wersji pisanej jestem jeszcze w stanie coś wykoncypować, ale fraza wypowiedziana zawiera dźwięki, których znaczenia już zupełnie nie pojmuję.

W sycylijskich mądrościach ludowych jest dużo wina, zemsty, rodziny, kobiet, boga, rad jak wieść sprytne i wygodne życie. A jednocześnie wiele pogody ducha, seksizmu, religijności, nieufności, obawy przed zmianą, humoru.

Spójrzmy na kilka przykładów:

„B’n ti’mpu e m’lu ti’mpu nun n’ra tutu u ti’mpu’ ” – Ani dobra, ani zła pogoda nie trwa wiecznie.

„Fimmine e tila ‚un si ‚nn’acc’ttanuu di sira’ ” – Nie wybieraj kobiety ani tkaniny wieczorem/w kiepskim świetle. 

„La donna e la gaddina si perdi si troppu cammina’ ” – Kobiety i kury gubią się, kiedy za wiele spacerują.

„Cui lassa la via vecchia pri la nova, li guai ch’un va circannu, dd’ li trova’ ” – Kto porzuca starą drogę na rzecz nowej, znajdzie problemy, których szuka.  (To moje ulubione, bo znaczy, że zmiana to szukanie problemów, więc lepiej zostać spokojnie przy starym porządku i nie wichrzyć. Oczywiście zwykle postępuję odwrotnie.)

„U Sign’;ri r’na ‚uviscuott’ a cu nun’  avi rienti ” – Bóg daje ciastka tym, którzy nie mają zębów. 

„Se nun si’ Re, nun fari liggi nova’ ” – Jeśli nie jesteś królem, nie ustanawiaj nowych praw. 

„Nun si po’ aviri la carni senz’ ossu” – Nie ma mięsa bez kości (czyli swojskie: Nie ma róży bez kolców).

„I palori nimici fannu ridiri, chiddi di l’amici fanni chianciri” – Słowa wrogów sprawiają, że się śmiejesz, słowa przyjaciół, że płaczesz. 

„Cu k surdu, orbu e ta ‚ ci, campa cent’ anni ‚mpaci” – Kto jest głuchy, ślepy i milczy ten żyje sto lat w spokoju.

„Cu scava na fossa ppi so frati, ci cadi dintra iddu” – Kto kopie grób dla swych braci, ten sam w niego wpada. 

„Pesci fet d’a testa” – Ryba psuje się od głowy. 

„A petra ufferta di n’amicu e comu un pumu” – Kamień otrzymany od przyjaciela jest jak jabłko. 

Uznajecie któreś z tych przysłów za wciąż aktualne?

 

Hikikomori

Granica między zjawiskiem kulturowym a chorobą jest arbitralna. Parę lat temu uświadomiłam to sobie czytając o swojskim kołtunie, negi-negi i schizofrenikach, którzy w Europie są zamykani w szpitalach psychiatrycznych, a w Afryce Subsaharyjskiej zostają szamanami. Dziś przypomniałam sobie o tym trafiając na japoński termin „hikikomori„. Słowem tym nazwane zostało zjawisko skrajnej izolacji społecznej dotyczące setek tysięcy młodych Japończyków. Obecnie uważa się je za chorobę cywilizacyjną, a dotknięte nim osoby poddaje leczeniu.

Schemat jest podobny. Młody człowiek obciążony wymaganiami japońskiego systemu szkolnictwa i wychowania staje się coraz bardziej wycofany i osamotniony. W końcu decyduje się spędzać cały wolny czas samotnie w swoim pokoju, a w skrajnych przypadkach przestaje w ogóle wychodzić ze swojej twierdzy, wyposażonej w łącze internetowe i dostawy jedzenia serwowane przez nieźle sytuowanych rodziców. Nie nawiązuje żadnych zwykłych kontaktów społecznych. Do toalety lub do kuchni wymyka się w nocy tak, żeby nie spotkać nikogo z domowników. Zagłębia się w świecie internetu, książek lub gier komputerowych. Niekiedy popada w depresję. Niekiedy przystosowuje się do życia w stworzonym przez siebie świecie. Odmawia opuszczenia pokoju/domu. 

Możliwość rozwinięcia się fenomenu hikikomori (dosłownie: wciągnięcia do środka; bycia ograniczonym; istota odosobniona) to wynik splotu czynników kulturowych. Zjawisko to występuje w kilku krajach Azji (głównie Japonia, Korea Południowa, Tajwan), gdzie wysoki poziom życia i rozwoju technologicznego współwystępuje ze specyficznym system szkolnictwa.

Z szacunkiem dla wszystkich cierpiących z powodu hikikomori, czy nie wydaje Wam się, że perspektywa zamknięcia się w bezpiecznym gniazdku ze stosem książek i stałą dostawą żywności jest kusząca?