Miesięczne archiwum: Styczeń 2014

Szwedzkie domy na odludziu

Istnienie Tomasa Tranströmera odkryłam przedwczoraj. Odkryłam, że urodził się  w Sztokholmie. Że była już prawie wiosna roku 1931. Że grał na pianinie. Że miewał lęki. Że w 1990 roku przeszedł wylew i stracił mowę, ale wciąż tworzy. Że dostał literacką Nagrodę Nobla.

Wczoraj po raz pierwszy przeczytałam jego wiersze. I dałam się wciągnąć w pół straszny, pół piękny sen o białych bezkresach Szwecji, o życiu i śmierci, o podróży z miasta w nienazwaną przestrzeń, którą opisuje nie logika cywilizacji, a język natury.

Poezja Tranströmera  to dużo szarości, ale żadnej szarzyzny. Jego świat jest stonowany, harmonijny w swoim pozornym bezsensie. Mroczny, ale nie przerażający. Zbudowany z wielkich przestrzeni, które czasem kuszą tajemnicą, a czasem porażają pustką.

Poeta, wyraźną kreską formy na rozespanej hipnotyzującej materii treści, prowadzi nas przez sny o domu, podróży, cierpieniach, śmierci, przeszłości. A wszystko wśród płatków śniegu, świerczącego mrozu, w długie zimowe wieczory. Takie jakie w mojej wyobraźni bywają na dalekiej szwedzkiej północy.

Pojadę kiedyś do Szwecji i będę szukać tych domów, tego odludzia:

 

Szwedzkie domy na odludziu

 

Plątanina czarnych świerków

i dymiących promieni księżyca.

Tu zanurzona chałupa

jakby bez śladów życia.

 

Aż rosa poranna zaszemrze,

a starzec otworzy

okno drżącą ręką

i wypuści puchacza.

 

A gdzie indziej

nowy dom paruje

z motylem bielizny

co trzepoce zza węgła

 

w środku umierającego lasu,

gdzie próchnica w binoklach

z żywicy wczytuje się

w protokół korników.

 

Lnianowłose deszcze lata

lub samotna chmura burzowa

nad psem, co ujada.

Ziarno wierci się w ziemi.

 

Wzburzone głosy

twarze mkną po drutach telefonicznych

na karłowatych rączych skrzydłach

ponad milami moczarów.

 

Dom na rzecznej wyspie

wysiaduje swe fundamenty.

Nieustanny dym, palą tutaj

tajne dokumenty lasu.

 

Deszcz zawraca w niebie.

Światło się ślizga po rzece.

Chaty na skraju urwiska pilnują

białych wołów wodospadu.

 

Jesień z szajką szpaków,

która trzyma świt w szachu.

Ludzie ruszają się sztywno

w teatrze rozjarzonych lamp.

 

Pozwól im poczuć bez lęku

ukryte skrzydła

i energię Boga

ciasno zwiniętą w mroku.

 

 (tłum.  z j. szwedzkiego Magdalena Wasilewska-Chmura)

Myślokrążenie – o książkach wysłanych w przestrzeń

Obca jest mi żądza posiadania i kompulsywnego gromadzenia. Pięknie by było, gdyby tak zupełnie tak było. Drobne wyjątki jednak sprawiają, że zdanie to nie jest jednak do końca prawdziwe. Jednym z owych wyjątków jest mój pociąg do otaczania się książkami,  sprowadzający się do tworzenia małej, prywatnej, częściowo mobilnej, kolekcji.

Nie jestem jednak stworem zazdrośnie strzegącym swoich skarbów. Lubię pożyczać książki. Lubię także, gdy do mnie wracają. Nie znoszę tego uczucia, kiedy wiem, że komuś TĘ książkę pożyczyłam, teraz i natychmiast jej potrzebuję, a nie mogę sobie przypomnieć na czyjej półce się teraz kurzy.

Jednak w ramach trzymania w ryzach swoich małych obsesji, postanowiłam przyjrzeć się czy na pewno wszystkich książek potrzebuję na raz i czy może do niektórych z nich już raczej nie wrócę. Poza tym czasem jest mi naprawdę szkoda, że coś co się właściwie nie zużywa, wtrącone jest do lochów moich regałów i skazane na zapomnienie.

A było to upalnego sierpniowego dnia roku 2012…

Pomyślałam, że fajnie by było, żeby niektóre książki wiodły swój żywot w sposób mniej usystematyzowany. Nie słyszałam wtedy jeszcze o bookcrossing, więc wymyśliłam swój mały system, żeby w krwiobieg Łodzi wpuścić kilka świeżych myśli.

Wybrałam dwie książki, jedną dokupiłam. Napisałam i wydrukowałam krótkie bileciki, które następnie wkleiłam na zewnętrznej stronie okładki książki. Nie ma sensu dalej strzępić klawiatury, poniższy tekst przedstawia mój prosty zamysł:

Przestrzeń Wolnej Myśli

  1. Czytaj, oglądaj, dotykaj.
  2. To Twoja przestrzeń, czuj się swobodnie – podkreślaj, szkicuj, rób zapiski na marginesach, wkładaj karteczki.
  3. Podaj dalej – zostaw w kawiarni, fabryce, dyskotece, bibliotece, pociągu…
 
Masz książkę/komiks/film, które chcesz uwolnić? Wejdź na http://przestrzenwolnejmysli.blogspot.com, wydrukuj tę informację, naklej na swój egzemplarz i wypuść go w przestrzeń!
Dwa tygodnie po wypuszczeniu książek w łódzką przestrzeń wyjechałam do krainy palm i skuterów, zupełnie nie wiedząc czy ktoś moje książki znalazł czy też trafiły one do kosza lub zostały porwane i uwięzione. Przypomniało mi się o tej sprawie niedawno i pomyślałam, że jeśli podzielę się tą ideą w internecie to może ktoś wypuści jakieś żądne przygód książki na wolność.
A moim małym marzeniem jest, żeby któraś z wypuszczonych książek kiedyś do mnie wróciła wraz z zapiskami i komentarzami poprzednich czytaczy.